piątek, 22 kwietnia 2016

po przerwie

Wreszcie po prawie miesięcznej absencji pojawiłem się na parkiecie i o dziwo nie dostałem zawału, ani też innych do niego nie doprowadziłem. Zaskoczyłem się całkiem znośną postawą, oraz nie najgorszą kondycją, a to dzięki spacerowi z Robinkiem. Jednak wymagania 10 miesięcznego posokowca bawarskiego, nie do końca wystarczają do rozwoju mojego pięknego ciała i obiecałem sobie ostro wrócić do kosza. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że nieobecności na treningach nie wynikały z lenistwa, a jedynie choroby, pracy i znowu zdrowia. Dzisiejsza walka 3/4 okupiona litrami potu i jedną niegrożną kontuzją (na szczęście nie moją).