niedziela, 23 października 2016

kosz porazka

Ostatnia wizyta na koszu w towarzystwie jeszcze dwóch osobników zakończona w normalnym czasie, ale bez cotygodniowego zapocenia. Reszta kolegów wybiera chyba przychodnie, bo tak się skończy jak spoczną na laurach. Ja nie mogę narzekać bo ciągły ból w kolanie nie pozwala na większy wysiłek. Na siłkę co drugi dzień chodzę, ale ostrożnie, kwadrans rowerek, drugi bieganie i trzeci wioślarz. Kolejne 30 minut na każdej maszynie po 15 powtórzeń i prysznic. Wrzesień zamknąłem 15 wizytami na siłce 360 km z piesem i dwoma basenami. Basen to tylko relaks bez pływania.

wtorek, 13 września 2016

inauguracja sezonu 2016/2017

    Pierwszy trening w nowym sezonie mam już za sobą i muszę skromnie przyznać bardzo udany. Po pierwsze dotrzymałem w pionie do końca spotkania, po drugie było nas dużo i gra czterech na pięciu zagwarantowała niezły poziom spotkania. Niepokojący niestety jest mój ból stopy, stąd więcej gry w obronie bez przemieszczania się do ataku. Oczywiście byłem w składzie pięcioosobowym i moje leserstwo było wybaczalne. Podejrzewam zapalenie pięty spowodowane zbyt intensywnym eksploatowaniem stópek (co miesiąc z piesem robię po 400 km i przy moich 100kg problem). Już nie mogę doczekać się następnego treningu.

piątek, 5 sierpnia 2016

siłka

Przyszły wakacje i nastała przerwa całe dwa miesiące. Po miesiącu stwierdziłem, że nie da się bezczynnie siedzieć i od dwóch dni biegam na siłkę. Myślę sobie, mała strata paru kilogramów, tylko pomoże w nowym sezonie w kosza. Ostatnie miesiące to dzięki pieskowi, robię po 300- 450 km. Teraz jak doszła siłka, to na bank nie wrócę na plus sto..

piątek, 22 kwietnia 2016

po przerwie

Wreszcie po prawie miesięcznej absencji pojawiłem się na parkiecie i o dziwo nie dostałem zawału, ani też innych do niego nie doprowadziłem. Zaskoczyłem się całkiem znośną postawą, oraz nie najgorszą kondycją, a to dzięki spacerowi z Robinkiem. Jednak wymagania 10 miesięcznego posokowca bawarskiego, nie do końca wystarczają do rozwoju mojego pięknego ciała i obiecałem sobie ostro wrócić do kosza. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że nieobecności na treningach nie wynikały z lenistwa, a jedynie choroby, pracy i znowu zdrowia. Dzisiejsza walka 3/4 okupiona litrami potu i jedną niegrożną kontuzją (na szczęście nie moją).

piątek, 5 lutego 2016

pusty przebieg

Dzisiaj przemaszerowałem się na trening i przyznam się bez bicia, że zawitał uśmiech na mej twarzy, gdy ujrzałem zgaszone światła pomimo już mocno odpowiedniej godziny. Po wejściu do środka dowiedziałem się od pań portierek, iż na okres ferii sala nieczynna i pobiegać to se mogę na dworze. Nie zmartwiony zbytnio tym faktem, dzień po tłustym czwartku, spędzonym godnie na na niszczeniu kolejnych zastępów nieprzyjacielskich węglowodanów, jak przystało na bohatera kuchni, pomaszerowałem dziarsko do domu. Szkoda tylko, że w kolejnym tygodniu też będzie posucha ruchowa i trza chyba cuś se znaleźć innego.

piątek, 29 stycznia 2016

nieobezność

No i cóż powiedzieć, stało się, ale kiedyś musiał nadejść ten dzień, w którym zamiast treningu, relaksu, regeneracji sił, przyjdzie mi po prostu iść do pracy. Ból i żal wielki, ale cóż, stało się. Już czekam do następnego piątku.

sobota, 23 stycznia 2016

gra błędów

Wczorajszy kosz okupiony wiaderkiem potu, a następnie powrotem w trzaskającym mrozie. Teoretycznie tylko 30 minut z buta, ale po koszu to...... Do tego info w drzwiach po powrocie na trzecie piętro rodzinnego domu moich dzieci, że z piesem trza jeszcze wyjść. Taki cios w plecy pierwszy raz mnie spotkał, a już ledwie łaziłem. Jako jednak doświadczony pantoflarz po wypiciu kawki, smycz, piesek i radosne zakończenie dnia. Sam trening udany, aczkolwiek gra błędów, już od samych składów drużyn począwszy. Ja byłem na szczęście w grupie uprzywilejowanej i mogłem się troszku obijać. Nasz najlepszy amator, okazuje się złamał palca na poprzednim treningu i tylko dzięki hartowi ducha grał jak zwykle. Gra 4/4 pomimo nieobecności pewniaków, co napawa optymizmem na przyszłość, że już rzeźni 2/3 nie będzie.