sobota, 23 stycznia 2016
gra błędów
Wczorajszy kosz okupiony wiaderkiem potu, a następnie powrotem w trzaskającym mrozie. Teoretycznie tylko 30 minut z buta, ale po koszu to...... Do tego info w drzwiach po powrocie na trzecie piętro rodzinnego domu moich dzieci, że z piesem trza jeszcze wyjść. Taki cios w plecy pierwszy raz mnie spotkał, a już ledwie łaziłem. Jako jednak doświadczony pantoflarz po wypiciu kawki, smycz, piesek i radosne zakończenie dnia. Sam trening udany, aczkolwiek gra błędów, już od samych składów drużyn począwszy. Ja byłem na szczęście w grupie uprzywilejowanej i mogłem się troszku obijać. Nasz najlepszy amator, okazuje się złamał palca na poprzednim treningu i tylko dzięki hartowi ducha grał jak zwykle. Gra 4/4 pomimo nieobecności pewniaków, co napawa optymizmem na przyszłość, że już rzeźni 2/3 nie będzie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz