sobota, 28 listopada 2015

SKS

Kolejny raz było wyjątkowo ciężko, przez nie najlepszy pesel, ale tego się niestety nie wybiera. Od rana cuś mnie łupało w klacie, albo w pozostałościach po niej. Przy zaciąganiu powietrza bul i choć starałem się nie oddychać, czasami ugiąć się musiałem. Do wieczora przemęczyłem się, a wieczorem na kosza, ale nie było lekko. Na szczęście 3/4, gdzie ja byłem we większej bandzie i mogłem się poobijać. Chłopaki coraz lepszą skuteczność osiągają i żal tylko, że brak naszych dwóch czołowych dyskutantów, spowodował pewien niedosyt przeżyć trzeciego muszkietera. Po treningu czułem się nawet lepiej, chyba po prostu rozruszałem stare kości, a adrenalina samoistnie wyzwoliła środki znieczulające. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz