sobota, 7 listopada 2015

granatowy paluch, ogromne serce

 Niestety poprzedni tydzień bez wielkich wydarzeń, zwykły normalny kosz, bez jakichś wartych wspomnień. Co innego ostatni trening, okupiony cierpieniem i tylko dzięki ogromnemu chartowi ducha, w ogóle wzięty w nim udział. Wszystko za sprawą wypadku przed samym treningiem, kiedy to gołą stopą próbowałem przesunąć deskę, twardą i do tego będącą na sztywno w drzwiach. Okropny ból przeszył mą stopą po kontakcie z dechą i tylko łaciną wypowiedziane kilka słów chwilową przyniosło ulgę. Po chwili dylemat co z treningiem, który dosłownie za chwilę ma się rozpocząć, a paluch już granatowy. Siłą woli doczłapałem do sali, a następnie na koszu walka z bólem i udawany udział w treningu, ale żal opuścić przez głupi palec. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz