piątek, 23 października 2015

duża paka

Kolejny niestracony weekend na picie, palenie czy wygibasy. Mocny konkretny trening, zakończony ożywczą kąpielą, luźną dyskusją o życiu, śmichy chichy, coś koniecznego do prawidłowego funkcjonowania w życiu. Minimum głupot o polityce, no może trochę dowcipów, ale to tylko pozytywnie wpłynie na ciśnienie, w przeciwieństwie do wieców wyborczych. Sam mecz mocno udany, bo gra czterech na czterech, to już prawie prawdziwa koszykówka, a skuteczność całkiem niezła i to u zawodników tych bardziej dojrzałych. Ja osobiście miałem trochę szczęścia, bo dostałem potężne uderzenie z barku w zęby, ale cudem nic się nie stało, a strach przeszedł mnie okrutny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz