piątek, 2 października 2015

inauguracja sezonu

No to pierwszy inauguracyjny trening po dwuletniej przerwie mam za sobą. Było ciężko, ale dałem radę, do końca na boichu harce wyczyniałem i nawet o siłach własnych zszedłem. Skromnie dodam, iż dwa punkty zdobyłem siłami własnymi , a asyst miałem co nie miara. O tyle było to łatwiejsze bo graliśmy trzech na trzech, oczywiście na pełnym wymiarowym boisku, a wydawało mi się wielkie jak do nogi. Płuc nie miałem po paru minutach, a biegiem poruszałem się tylko dzięki sile woli i chęci nie ośmieszenia się, a na dodatek reszta młodzieży troszku starsza od moich dzieciaczków to kiwali mnie jak chcieli. Każdy walczył o swoje, ja o przetrwanie, młodzież o punkty. Wydawało mi się, że poruszam się w zwolnionym tempie jak mnie mijali, kiedyś nie do pomyślenia, aby tak łatwo, ale Spitfire nawet z najlepszym pilotem, z F-16 nie dałby rady. Żyję i to najważniejsze dzień po, nawet jak ból przeszywa całe ciało. Czuję się świetnie i myślę już o następnym piątku.     Zdjęcie sprzed wielu lat, w chińskich trampkach najlepszych na rynku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz