sobota, 17 października 2015

trzy kwarty










Wczorajszy dzień przejdzie do historii. Byliśmy w czwórkę, a właściwie trzy i pół, bo ja to przy małolatach (koło 30) to ledwo nadążałem. Tradycyjnie na całym wielkim, ogromnym boisku dwóch na dwóch, rzeźnia. Po pierwszych dwóch szybkich akcjach, płuca gdzieś poszły i tradycyjnie siłą woli, ale trzy kwarty rozegrane, 20+30+10 tak jak sił stajało przerwy robione i do szatni schodziliśmy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Pierwszy raz skorzystałem z prysznica, po tym jak w ubiegłym tygodniu, godzinę czekałem w domu, aż blondi raczy rozpocząć procedurę ewakuacji z łazienki, a ja styrany spocony........Nie ma nic piękniejszego jak zakończony trening prysznicem, a później spacerkiem do domku niebiańsko zmęczony, ale taki dumny z siebie. Cały obiekt po remoncie to i do szatni nie strach wchodzić i pod prysznic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz