niedziela, 4 października 2015
weekend z zakwasem
Weekend minął na podtrzymywaniu formy przed kolejnym piątkiem koszowym. Niestety na zakwasy , które to dopadły mnie natychmiast, dnia następnego po koszu, był to czas długich spacerów z piesem, z chwilowymi podbiegami, ale to bardziej dla pieska niż dla mojej tężyzny. A tężyzna przyszła momentalnie, trzy sekundy po treningu, a może to tylko moje odczucie? Nie poddaję się i nawet ograniczyłem jedzenie, ale to może wynikać z braku czasu na jedzenie. Cały czas podziwiam sprężystość mięśni i może przesadzam, ale już widzę poprawę we wszystkich kierunkach rozwoju. Nie mogę doczekać się następnego treningu, a to jeszcze cztery dni. Muszę wytrzymać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz