piątek, 13 listopada 2015
zawodowiec
Oczywiście nie siebie mam na myśli pisząc zawodowiec, aczkolwiek tak wiele nie odbiegałem od gościa o głowę wyższego, o deko cięższego i o milion godzin więcej spędzonych na parkiecie mający. Natomiast serce do kosza nie mniejsze, a wiara we własne siły myślę, że chyba większa. Mój obiektywizm wszystkim znany, tłumaczy tak podobną ocenę naszej gry. Miałem najwięcej chyba asyst i to wiele z trumny, naszej trumny. Nie muszę tłumaczyć chyba do kogo szło moje idealne podanie i kto rzutem od niechcenia, doprowadzał przeciwników do spazmów. Trening bardzo udany, Bodzio mocno zziajany schodzi z parkietu dumny, że kolejny raz udowodnił swoją młodość, jeszcze sprawność i chęć walki do końca. Walka 4/4 ,czyli do pełnego szczęścia już tuż tuż.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz